polski problem z wyglądem przestrzeni publicznejBloki pomalowane w kolory tęczy, billboardy i banery zakrywające ostatnie wolne skrawki krajobrazu, ogrodzone osiedla powstające pomiędzy łąkami. Te i inne zjawiska nasuwają pytanie, czy w Polsce ktoś w ogóle kontroluje kierunek rozwoju przestrzeni publicznej? Szybkie narastanie negatywnych tendencji spowodowało, że w polskiej opinii publicznej w końcu szerzej komentowana jest kwestia dbania o ład przestrzenny. Większość społeczeństwa wciąż jednak nie dostrzega jak istotny jest problem i jak trudno będzie odwrócić skutki obecnych zaniedbań. Według badań TNS Polska z czerwca 2013 r. 70 % Polaków jest przekonana, że przestrzeń w ich okolicy jest uporządkowana. Z kolei według badań CBOS z czerwca 2010 r. aż 82 % respondentów podoba się wygląd miejscowości, w której mieszkają. Biorąc pod uwagę tylko wyniki tych badań wydawać by się mogło, że w Polsce brak jest większych problemów z wyglądem przestrzeni publicznej. Jednak już kilkuminutowy spacer po dowolnym polskim mieście lub miasteczku nasunie wielu dowodów na to, że taki wniosek jest fałszywy. Charakterystyczny jest spadek zadowolenia Polaków z wyglądu swojej okolicy, który między rokiem 2010 a 2013 wyniósł 12%. Zmiana wynika zapewne przede wszystkim z działalności licznych organizacji pozarządowych, które wkładają niemało wysiłku, aby zwiększyć społeczną świadomość odpowiedzialności za wygląd przestrzeni publicznej. Same działania oddolne nie mogą jednak powstrzymać degradacji przestrzeni publicznej. Warto więc zastanowić się jakie uprawnienia ma w tym zakresie państwo i dlaczego obowiązujące przepisy prawa okazują się nieskuteczne.

Plan zagospodarowania przestrzennego – większe zło

Podstawowym narzędziem samorządów, za pomocą którego mogą wpływać na ukształtowanie przestrzeni, są miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Sporządzenie takiego planu może zapewnić harmonijny rozwój danego obszaru. Określa się w nim m.in. przeznaczenie poszczególnych części terenu z uwzględnieniem konieczności zapewnienia odpowiedniej infrastruktury i ochrony środowiska. Jednak na koniec 2012 r. zaledwie 27, 9 % powierzchni kraju było pokryte planami zagospodarowania przestrzennego (w przypadku dużych miast odsetek jest większy i wynosi 42,5 %). Równie niepokojący jest bardzo powolny wzrost obszarów objętych takimi planami. W roku 2008 było ich 25,8 %, co oznacza, że przez 4 lata odsetek obszarów pokrytych planami wzrósł o zaledwie 2,1 % (powyższe dane pochodzą z opublikowanej w styczniu 2014 r. Analizy stanu i uwarunkowań prac planistycznych w gminach w 2012 roku Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN). Jak więc wygląda nadzór nad zagospodarowaniem przestrzeni na obszarach nie objętych planami? Otóż dla każdej inwestycji wydawane są oddzielne decyzje o warunkach zabudowy. Choć wydając taką decyzję organ administracji powinien wziąć pod uwagę sposób zabudowy sąsiedniej działki, to niewątpliwie wydawanie indywidualnych decyzji bez ogólnego planu na obszarze ok. 70 % kraju, prowadzi do wzrostu chaosu w przestrzeni publicznej. Sytuacja jest tym grosza, że na podstawie takich decyzji powstają całe osiedla mieszkaniowe. Brak szerszego zaplanowania przestrzeni powoduje, iż często takie osiedla powstają na terenach dotąd rolniczych i pozbawione są jakiejkolwiek infrastruktury społecznej (szkół, przedszkoli czy sklepów) i komunikacyjnej. Skoro negatywne skutki braku planów są oczywiste, to dlaczego wciąż pokrycie nimi kraju jest tak małe? Fakt, że procedura ich uchwalania jest skomplikowana i czasochłonna, a właściciele nieruchomości na danym obszarze mogą je zaskarżyć, to tylko część odpowiedzi. Coraz częściej można się bowiem spotkać z celowym opóźnianiem przyjmowania planów przez same gminy. Dlaczego? Oczywiście w grę wchodzą pieniądze. Jeśli w planie zagospodarowania na danej działce prywatnej przewidziano drogę to gmina musi zapłacić właścicielowi działki odszkodowanie. Wiele gmin doszło do przekonania, że przyjęcie planu zagospodarowania rozsadzi ich budżety, wobec czego chaos w przestrzeni publicznej traktują jak mniejsze zło w stosunku do skutków przyjęcia planu. Dopóki ten problem nie zostanie rozwiązany, brak będzie spójnych planów rozwoju zagospodarowania przestrzeni publicznej.

Szaleństwo kolorów

Pogorszenie stanu przestrzeni publicznej wynika jednak nie tylko z braku odpowiednich planów. Aż 73 % Polaków uważa, że dobra reklama może ciekawie urozmaicić przestrzeń (badania TNS Polska z czerwca 2013). Wydaje się jednak, że z ilością bilboardów, banerów, płacht i innych nośników reklamy zewnętrznej, już dawno przekroczyliśmy granice „ciekawego urozmaicania”. Na przykład wzdłuż wylotówek z większych i mniejszych miast, ciężko jest dostrzec cokolwiek innego pomiędzy różnobarwnymi reklamami wszystkiego, co można sprzedać. Ostatnia próba uregulowania chaosu związanego z reklamą zewnętrzną dotyczyła zasłaniania płachtami reklamowymi całych budynków mieszkalnych. Szybko okazało się, że mieszkańcy lokali, których okna są całodobowo pozbawione światła słonecznego wcale nie są miłośnikami ciemności i rozpoczęli starania o zakazanie umieszczania tego typu reklam na budynkach mieszkalnych. Ostatecznie skutkowało to zmianą przepisów i wprowadzeniem takiego zakazu. Jednak i w tym przypadku wprowadzone regulacje okazały się nieskuteczne, bowiem w wielu przypadkach nadużywany jest wyjątek, dopuszczający możliwość zakrywania elewacji budynku mieszkalnego reklamą w przypadku prowadzenia remontu. Wraz z wprowadzeniem nowych regulacji, na wielu nieruchomościach rozpoczęto fikcyjne remonty, na czas których wciąż pozostają one zakryte płachtami reklamowymi. Jednak nie wszystkie problemy polskiej przestrzeni publicznej wynikają z braku właściwej polityki państwa. Filip Springer w cyklu reportaży o polskiej przestrzeni publicznej („Wanna z kolumnadą”, wyd. Czarne 2013) spróbował dotrzeć do korzeni nagłej i powszechnej mody malowania bloków mieszkalnych w jak najbardziej jaskrawe kolory i jak najdziwniejsze wzory geometryczne. Okazało się, że przyczyna jest tyle prozaiczna, co szokująca – spółdzielnie mieszkaniowe zarządzające budynkami, często zlecały przygotowanie projektów elewacji nie architektom czy grafikom, lecz swoim pracownikom biurowym nie posiadającym jakiejkolwiek wiedzy i doświadczenia w projektowaniu. Ten ostatni przykład dowodzi, że stan polskiej przestrzeni publicznej nie jest tylko wynikiem braku skutecznych regulacji prawnych. Równie istotne znaczenie ma stopień poczucia odpowiedzialności za przestrzeń publiczną w społeczeństwie. Dopiero połączenie tych dwóch czynników zapewni długofalową poprawę wyglądu oraz sposobu zagospodarowania przestrzeni. Artykuł ukazał się w wersji angielskiej w magazynie „Observer” (06.2014) [link do artykułu] wydawanym przez spółkę Valkea Media S.A.